Nie, nie targnicie, nie opr, wprost przeciwnie. Wanie jakby przerwa w oporze. Jakby bysk, z trudem orzcy gszcz wody, nagle trafia na woln przestrze i par sekund bez oporu. Machinalnie patrz za byskiem. Znowu chwila ulgi. Znowu. Oto si zblia, ju go widz. A za nim trzy spore, zielonkawe, prgowane cienie. To okonie 